Odwiedź nas na facebooku

Drożdże, papier, parówki - czyli top lista zakupów w dobie Covid-19

To nie był zwykły piątek, kiedy wielu z nas, w gronie najbliższych, świętowało weekendu początek. 13 marca na własnej skórze przekonaliśmy się, że w przesądzie, uznającym ten dzień za pechowy, tkwi ziarno prawdy.

To nie był zwykły dzień i na długo zapamiętamy tę datę jako początek narodowej izolacji, którą zafundował nam wirus z Chin. Tego dnia wszystkie stacje telewizyjne poinformowały nas, że rząd wprowadza w Polsce stan zagrożenia epidemicznego.

Informacja o pierwszych ograniczeniach w związku z wybuchem epidemii koronawirusa spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Jednego dnia byliśmy wolni jak ptaki, następnego władze rozpoczęły wprowadzanie zakazów i restrykcji. Panikę wzmogły fake newsy krążące po Internecie i głoszące niestworzone scenariusze wydarzeń. Nic dziwnego, że w obawie przed zamykaniem sklepów, niemal każdy z nas uległ powszechnej gorączce uzupełniania zapasów.

Jednym z przejawów powszechnego szaleństwa było masowe wykupowanie mięsa. Ci, którzy nie szturmowali sklepów od wschodu słońca, musieli zadowolić się substytutem mięsa w postaci parówek lub przejść na modny wśród celebrytów wegetarianizm. Tym, którzy z dumą opuszczali sklep z miesięcznym zapasem mięsa, z pewnością musiała przyświecać myśl, że schabowe i mielone jedzone codziennie to antidotum na tajemniczego wirusa.

Następnym produktem luksusowym w pierwszych dniach narodowej kwarantanny okazał się papier toaletowy, który możemy już śmiało nazwać papierem wartościowym. W tym przypadku także obowiązywała zasada, kto pierwszy ten lepszy. W jednej chwili ze sklepowych półek zniknęły zapasy zarówno białej, jak i szarej celulozy, którą można było znaleźć w wózkach nielicznych szczęśliwców. Papier toaletowy stał się hitem Internetu. Jak grzyby po deszczu powstawały kolejne memy i dowcipy na jego temat. Uginające się wózki sklepowe oraz po brzegi wypełnione papierem łazienki to widok dobrze wszystkim znany. Rolki nawlekane na sznurek, nazywane koralami, stały się symbolem braku towaru w czasach PRL-u. Teraz papier toaletowy stał się symbolem kryzysu pandemii Covid-19.

Na końcu listy produktów deficytowych w ostatnich tygodniach znalazły się drożdże. Okazało się, że epidemia obudziła w polskim narodzie nie tylko ducha solidarności, ale także kulinarne zapędy. Z pewnością Polacy oglądając TVN-owskiego „Doradcę smaku”, uznali, że upieczenie chleba jest proste jak bułka z masłem. W końcu, jak śpiewał Jerzy Stuhr, „każdy śpiewać może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. Czemu z pieczywem miałoby nie wypalić, a raczej nie wypiec?

Jeśli zaliczacie się do grona tych, którzy nagromadzili w lodówce kilogramy drożdży, a słomiany zapał i dwie lewe ręce w kuchni zaprzepaściły Wasze ambitne plany na domową piekarnię, to nie musicie się przejmować. Drożdże możecie wykorzystać w inny znany Polakom sposób. Tak, tak... idziecie dobrym tropem. Z takimi zapasami możecie śmiało rozpocząć domową produkcję narodowego trunku, bo nie wiem czy zwróciliście uwagę, ale sklepowe półki nadal uginają się od alkoholu, którego nikt masowo nie wykupuje, a czymś dezynfekować się przecież trzeba.

Wybuch koronawirusowej paniki spowodował, że miano produktów luksusowych zyskały także makaron, ryż i konserwy, a nie, jak niegdyś rozpisywali się dziennikarze, ośmiorniczki, kalmary czy ostrygi.

Jedno jest pewne - pandemia Covid-19 zmieniła świat i nasze podejście do życia. Obecnie wykorzystujemy Internet w poszukiwaniu maseczek ochronnych, a nie drogich torebek. Licząc zawartość cukru w cukrze, marzymy o powrocie do pracy, a za podróż życia uważamy rodzinne wyjście do lasu. Znane z polskiej komedii i nierzadko cytowane zdanie „Marian, tu jest jakby luksusowo”, całkowicie zmieniło znaczenie

0
0
0
0
0

Zostaw komentarz