Odwiedź nas na facebooku

Dwie strony medalu

Medalami zachwycamy się wszyscy, a wiemy przecież, że mają dwie strony.
Z jednej strony, ja, wolontariuszka budzę się wypoczęta, z uśmiechem na twarzy, głową pełną pomysłów, masą chęci do działania. Wstaję, jem śniadanie, piję kawę, ubieram się. Wychodzę. Wychodzę na akcję wolontariacką z dziećmi. Przygotowuję stanowisko, dziś robimy zabawy animacyjne. Zaczyna się zabawa. Jest niesamowicie! Wszyscy bawimy się w zgodzie, widzę zachwycenie uczestników, uśmiechy na tych małych buźkach. Jestem w siódmym niebie, bo przecież dlatego to robię, dlatego pomagam. Animacje dobiegają końca. Dzieci nie chcą się rozstawać, ja też. Zbijamy piątki, widzimy się za tydzień. 

Wracam z myślą, że to był dobry dzień, dałam z siebie sto procent dla tych maluchów, które nie zawsze mają możliwość pobawić się w domach. Należy im się. 

 

Inny wolontariusz w tym czasie uratował małe kotki wyrzucone w pudle do lasu i znalazł im nowe kochające domy. 

Inny w tym czasie zrobił najważniejsze zakupy dla starszej pani, która sama już nie jest w stanie iść do sklepu i nie ma nikogo bliskiego do pomocy. 

Inny w tym czasie przeprowadził zajęcia dla wspaniałych dzieci z niepełnosprawnościami. 

A inny… 

 

Pobudka na drugiej stronie medalu! Witamy na stronie przemęczenia, niedocenienia i generalnej niemocy. Dalej mamy cykl zajęć dla dzieci. Te małe pociechy nie zawsze są takimi rozkosznymi jak to się zazwyczaj pięknie pokazuje w filmikach promocyjnych. 

Pracuję z dziećmi z trudnych domów, z domów dziecka, w ciężkich sytuacjach życiowych. Dziś grupa jest trudna, wymaga wiele zaangażowania. Cierpliwość gdzieś w środku się kończy, ale przecież jestem tu, aby im pomóc. Oderwać je od rzeczywistości, pokazać inne, kreatywne i konstruktywne sposoby na rozładowanie emocji, pracować nad komunikacją. Jeden krzyczy, drugi bije kolegę, inny płacze albo nie chce brać udziału w zajęciach. Wdech wydech, okej, opanujmy sytuacje. Udaje się. Kończymy w zgodzie, lecz bez entuzjazmu. Następnym razem pójdzie lepiej, wiem z doświadczenia. Wracam jednak do domu z poczuciem niespełnionej misji. Następnym razem będzie lepiej. Będzie lepiej...

 

Ktoś inny w tym czasie żegna się ze znalezionym bezdomniakiem, bo był już w tak ciężkim stanie, że nie udało mu się pomóc. 

Inny po całym dniu niezłomnego zaangażowania i wsparcia podczas eventu nie słyszy nawet “dziękuję”, bo przecież jest tylko siłą roboczą. 

Inny przychodzi z zakupami pod drzwi starszej pani i nikt mu już nie otwiera. 


 

Ale czy przez takie trudne dni chcemy przestać pomagać? Nie! Każdy ma swoje chwile niemocy, a ja wiem, my wiemy, że jest jeszcze reszta świata, która woła o pomoc.
To wszystko co spotyka nas na wolontariackiej drodze, kształtuje nas i wzmacnia, nawet kiedy się nie powodzi.


Wspierajmy się nawzajem, a już to napędzi nas do dalszych działań i pomoże czynić świat piękniejszym.

Zostaw komentarz