Odwiedź nas na facebooku

Święta i niepowszechna

“Iść w stronę doskonałości to wyprowadzić się z życia 

albo, co gorsza, nigdy w nim nie mieszkać”

Marion Woodman 

“Addiction to perfection”

 

Wprowadzam się do siebie od lat i końca nie widać. Nie mam pojęcia, czy to polega na tym, żeby koniec w ogóle nastąpił. Czy kiedy wreszcie wszystko wniosę, wejdę, rozgoszczę się w sobie i westchnę z ulgą, to będzie znaczyło, że umieram? Jakikolwiek to moment, kiedy już nastanie w moim domu, w moim ciele, marzę o takiej spowiedzi, wymówionej z radością, bez poczucia winy i wstydu.

Spowiadam się światu niewszechmogącemu, po którym szłam, i wam, bracia i siostry, którzy idziecie za mną i przede mną, że nie zgrzeszyłam wobec siebie myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem.

Nie służyłam, nie wykonywałam, nie spełniałam, nie zadowalałam, nie dogadzałam, nie obsługiwałam, nie doskakiwałam, nie poprawiałam, nie udoskonalałam, nie słuchałam, nie przytakiwałam, nie podążałam, nie naśladowałam. Nie byłam jak najświętsza Maria, zawsze dziewica, jak święte i błogosławione, wyróżniane i nagradzane, czczone i wielbione. 

Nie byłam służebnicą, ikoną, wzorem, rolą, własnością, lalką, kontem, profilem, awatarem, skinem, idolką, influencerką, trendsetterką. 

Nie byłam jak ktoś inny, kogo znałam lub nie znałam. Nie pozwoliłam, żeby ktokolwiek decydował o tym, jaka jestem i jaka powinnam się stać, co jest we mnie prawdą, a co kłamstwem, co czuję, a co mi się wydaje, co jest dla mnie dobre, a co złe, według czyjego słowa ma mi się stać. 

To nie moja wina, nie moja wina, to żadna moja wina, że stawiałam kroki na ścieżkach, które sama wybrałam. Nie wiedziałam, nie umiałam, błądziłam. Poznawałam, uczyłam się, znajdowałam. Popełniałam błędy i chroniłam się przed nimi. Płakałam z bólu i szczęścia. Zatrzymywałam się i ruszałam znowu w kierunku, który obrałam. 

Widziałam innych po drodze. Potykałam się o nich i szłam dalej. Zostawałam z nimi i czekałam. Dźwigali mnie, dźwigałam ich. Dawałam dobro, tak jak umiałam i naprawiałam zło, tak jak umiałam. Kochałam miłością moją, która pochodziła z tej, jaką umiałam ukochać siebie.

Wybaczyłam sobie, że jestem człowiekiem. 

Przeto nie błagam wszystkich najświętszych i was, bracia i siostry, o modlitwę za mnie. Zostałam sobie dana bez stawiania warunków. Jakakolwiek byłam, jakakolwiek będę, cokolwiek zrobiłam, cokolwiek jeszcze zrobię - wystarczy.

 

Zostaw komentarz