Odwiedź nas na facebooku

Z sąsiedniego podwórka

Mówi się, że z sąsiadami najlepiej pozostać w stosunkach jak najbardziej neutralnych. Słabo jest jak żyjesz z nimi za dobrze, bo nadużywają twojej gościnności albo pozwalają sobie na zbyt wiele. Z drugiej strony, nie chcesz mieć za ścianą wroga… Nikt nie lubi awanturniczej pobudki w środku nocy, przemeblowań o świcie
i obcych śmieci wepchniętych w swój własny kąt klatki schodowej. Wszystko to dzisiaj traci na znaczeniu - wszyscy dzisiaj stoimy ramię

w ramię z sąsiadem, który potrzebuje nas jak nigdy dotąd, dla którego porzucamy ten motyw stereotypowej sąsiedzkiej symbiozy. Wojna na Ukrainie, bezlitosna
i bezprecedensowa, chociaż ma miejsce już od wielu lat, teraz stała się czynnikiem, który wyzwolił w nas to co najlepsze. 

 Obudzić się w świecie poruszonym wojną, w samym środku Europy - chyba nikt
z nas nawet nie przyjmował takiej możliwości. Hasło „wojna” było zawsze jak wspomnienie filmu z lekcji historii, coś odległego, zamierzchłego. Nie jesteśmy tym pokoleniem, które jej doświadczyło. Czuliśmy się dotąd bezpiecznie, zamknięci
w jakiejś bańce własnych spraw, każdy ze swoim obiadem na talerzu i pracą na głowie. Ja z pewnością się tak czułam. „Czy na ogół ludzie są egoistami?”.
Często zadawałam sobie to pytanie, bo codziennie zalewa nas przecież tysiąc wiadomości z całego świata, jesteśmy notorycznie przebodźcowani treściami
z mediów społecznościowych. Na drugim krańcu globu komuś właśnie kończy się świat, płoną zielone płuca, topnieje nasza przyszłość. Jednak my, jak niby nigdy nic żyjemy dalej, trawimy te treści, idziemy przed siebie. To co przeczytaliśmy dzisiaj, jutro nie ma dla nas większego znaczenia. Własne podwórko. Obiad i praca. Myślałam, że staliśmy się znieczuleni na zło tego świata. Naprawdę tak myślałam. Skreśliłam nasz gatunek,
sądziłam, że nic i nikt nie jest w stanie nas zbliżyć. Staliśmy się samolubni, wpatrzeni w szklane ekrany, obojętni na drugą osobę. Pandemia przecież tylko osłabiła nasze stosunki, ochłodziła nasze relacje i obdarła nas z potrzeby bliskości. Bardzo się zdziwiłam widząc kompletnie odwrotny scenariusz.

 Kiedy wojna dotknęła Ukrainę, naszego sąsiada, świat po raz pierwszy od dawna poruszył się w jednym kierunku. Zajęci sobą do tej pory,  zauważamy jak coś w nas pęka. Pękł cały świat. Nie żyjemy dalej, nie idziemy przed siebie, stoimy nagle
w miejscu. Zatrzymaliśmy się z dniem, w którym świat, który do tej pory nas otaczał - przestał dla nas istnieć. 


Dlaczego musiało spotkać ludzkość coś tak dramatycznego, żebyśmy po raz pierwszy od tak dawna i na tak dużą skalę zjednoczyli się w słusznej sprawie? Wzrusza mnie cierpienie, ale bardziej wzrusza mnie to, jak jednogłośnie na nie reagujemy. Mamy różne poglądy, wykonujemy różne zawody,
jesteśmy w różnym wieku, wyznajemy różne religie. Dzisiaj żadne podziały nie wchodzą w grę. Okrucieństwo wojny zbliżyło nas do siebie po tym jak oddaliła nas pandemia. Jesteśmy w stanie poświęcić wiele by nieść pomoc tym, którzy dziś zostali z niczym, na obcej ziemi czy wśród ruin. Zarywamy noce, by rzucić się w wir wolontariatu. Dzielimy się czym jesteśmy w stanie. Organizujemy się, zbieramy, spotykamy, wysyłamy i co najważniejsze - używamy swojego głosu, sprzeciwiamy się i jesteśmy w tym razem. Widzę znowu ludzi w ludziach. Widzę znowu dobro wśród wszechobecnego zła. Widzę światełko w tunelu dla nas wszystkich.
I niech to dobro trwa… 

~Maja Omazda

0
0
1
0
0

Zostaw komentarz