Odwiedź nas na facebooku

Zakazany owoc smakuje najlepiej

Już nasi przodkowie - Adam i Ewa - pokazali, że to co niedostępne jest przez nas najbardziej pożądane. Od początku istnienia ludzkości zakazany owoc smakował najlepiej. Upływ kilku tysięcy lat nie zmienił naszej natury, o czym w pandemii przekonujemy się niemal każdego dnia. Tylko co począć, gdy w trudnych czasach ludzkie przywary zaczynają być widoczne gołym okiem, a strategia walki z wirusem daje do zrozumienia, że nie dla psa kiełbasa?

Pamiętacie czasy, kiedy naszą reakcją na zakazy i nakazy rodziców była złość? Ile razy, zanim wyprowadziliśmy się z domu rodzinnego, swoją niezależność manifestowaliśmy, stosując zasadę: na złość mamie odmrożę sobie uszy! Nie zawsze ważny był cel, a przekonanie, że nie można ustąpić. 

Ostatnimi czasy czapką z zacytowanego powiedzenia są dla mnie obostrzenia rządu. Zamrażane i rozmrażane są jednak nie uszy a restrykcje, a ja zaczynam ponownie przeżywać bunt nastolatki. Zaplanowanie urlopu, rodzinnej uroczystości czy chociażby wyjścia do teatru wymaga pozwolenia.

Krew w żyłach burzy fakt, że do niedawna przyziemne czynności, jak np. wypicie kawy w kawiarni, zostały wpisane na listę usług zakazanych, a my z wypiekami na twarzy czytamy i słuchamy o kolejnych “dobrych zmianach”. Analizując ostatnie decyzje “tych na górze”, stawiamy sobie nurtujące pytania: czy niemożliwe byłoby otwarcie gastronomii z zachowaniem reżimu sanitarnego? Czy w marketach i galeriach handlowych wirus się nie rozprzestrzenia, a w teatrach tak? Czy wolne od Covid-19 są kościoły? Może warto pomyśleć, by jak w filmach katastroficznych i tych z zoombie stworzyć tam schrony? 

Co gorsza, strategia walki z Covid-19 wydaje się przybierać scenariusz z “Dnia świra” - otwieramy stoki, zamykamy stoki, otwieramy hotele, zamykamy hotele. Pół biedy, gdy właściciele tych obiektów mogą otworzyć się na klientów na nieco dłużej, może zdążą cokolwiek zarobić. Nie każdemu jednak uda się spaść na cztery łapy. Kot to ma dobrze! Mnie bardzo razi niekonsekwencja w tym przypadku. Ciągłe przeplatanie luzowania obostrzeń z ich zaciskaniem może przynieść nieoczekiwany (a może oczekiwany) obrót, dodatkowo nagminne staje się wprowadzanie nowych zasad bez większego uprzedzenia (choć dobrze, że nie zawsze nocą!).

Pandemia bardzo mocno obnażyła działania rządzących i ukazała realia, w jakich przyszło nam żyć. Mi osobiście nie przypadły one do gustu. Ale o gustach się nie dyskutuje… 

No pasa nada! Nic się nie dzieje!

W ponury, paskudny poranek, kiedy nawet moja ulubiona kawa się na mnie wypięła i smakuje kwaśno, więc nie jest w stanie postawić mnie na nogi, uświadamiam sobie, że mój ostatni rok był bardzo ubogi w atrakcje i aktywności. Skąpy w podróże i to nie w podróże przez duże P, a jakiekolwiek wypady. Za mną 365 dni bez poznawania nowych zakątków, kultur i ludzi. Wiem, że toczy się walka o ludzkie życie. Tylko końca pandemii nie widać, a kroki podejmowane przez rządzących wydają się być grubymi nićmi szyte. Jak mawiał Ryszard Rembiszewski: Proszę o zwolnienie blokady… i rozpoczynamy losowanie ….”, tylko, że ostatnio losowane są nie “szczęśliwe liczby”.

Strasząc rosnącą liczbą zakażeń, zakazali nam szamy na mieście, wycisku na siłce, kimania w hotelu (oby nie zachciało Wam się noclegu na Warmii i Mazurach) czy szusowania na snowbordzie (obecnie możliwe, choć nikt nie wie na jak długo). Ale jak wytłumaczyć fakt, że kiedy my klepiemy kolejne schabowe na obiad, w międzyczasie wyciskając sok z pomarańczy i śmigając na mopie po salonie, “droga Pani z telewizji” relacjonuje ewakuację setki ludzi z pustego (bo przecież lockdown) hotelu SPA, a wśród wyprowadzonych znajduje się Krystyna Pawłowicz? 

Bez rozgłosu i światła kamer wrócić z nart chciał Andrzej Duda. Tylko czy było to możliwe z wykorzystaniem rządowych samochodów? Czy kolumna SOP (wioząca głowę państwa) ominąca korek, wykorzystując tzn. korytarz życia mogła przejechać niezauważona? Miało pójść jak z płatka, a zakończyło się hejtem w mediach społecznościowych. Niestety, gest wsparcia krajowej gospodarki przez prezydenta nie skradł serc Polaków. Nosem kręcili szczególnie “nieuprzywilejowani” kierowcy, którym przyszło stać w korkach wiele godzin. To nie scenariusz filmu akcji, to polskie realia. W takich chwilach zastanawiam się, czy jak śpiewała Małgorzata Ostrowska “Niewielki móżdżek mam…”? Może ja tego wszystkiego nie ogarniam? A może chodziło o rozgłos? W końcu kolizja z udziałem kolumny wiozącej Beatę Szydło została uwieczniona w “Polityce” Vegi. Czy Patryk zainteresuje się wyczynem prezydenta?

Czy to nie jest przeciąganie struny? Czy politycy urządzili sobie zawody i walczą o statuetkę “Najlepszy przekręt roku”? Bo to, że słowem roku 2020 jest lockdown, to już z pewnością wiemy. Nie dość, że będący u władzy totalnie cię w tym roku zaskoczyli (choć myślałaś, że to już niemożliwe) i poczęstowali bezlitosnym ciosem poniżej pasa, to brak urlopu w 2020 roku zaczyna dawać się we znaki. Zastanawiasz się, dlaczego nie postawiłaś na zrobienie czegoś zakazanego przez prawo? I nie mówię tu o wyczynach mafijnych bossów, a raczej o wprowadzaniu w życie hasła: Polak potrafi! Obejście zasady, wyjeżdżając na służbowy wyjazd z rodziną, to jedynie drobne krętactwo, a ile daje radości i jak podnosi poziom adrenaliny. Zejście do podziemia w przypadku hotelarstwa czy gastronomii może niebawem okazać się jedyną deską ratunku zarówno dla właścicieli, jak i klientów. O tym, że czarny rynek w tych usługach jest możliwy przekonaliśmy się podczas tegorocznych ferii zimowych, kiedy to Internet zalały ogłoszenia, z których o możliwości noclegu dowiadywaliśmy się, czytając między wierszami. 

Słuchając wiadomości (stety nie tych jedynie słusznych), należałoby założyć, że niebawem znów przyjdzie nam popełniać przestępstwa “dla sportu” lub “dla wypoczynku”, a w ostateczności dla “niezwariowania w czterech kątach z rodziną”. 

Nie chciałabym tu bić piany, ale jak działania organów publicznych brać za dobrą monetę, kiedy kartą lockdownu próbują załatwić własne interesy, a złapani na gorącym uczynku chowają głowę w piasek? Może nie warto zgłębiać meandry polityki, a przyjąć zasadę, że “więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom” i rzucając wszystko (czyt. obostrzenia) wyjechać w Bieszczady? O noclegu na Warmii i Mazurach na razie możemy jedynie pomarzyć.

 

mb

 

 

0
0
0
0
0

Zostaw komentarz